Krakowskie tradycje intelektualne

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Home Opracowania Jacek Kloczkowski, "Wolność w porządku. Myśl polityczna Pawła Popiela"

Jacek Kloczkowski, "Wolność w porządku. Myśl polityczna Pawła Popiela"

 

Wstęp do wydanego w 2001 r. nakładem Ośrodka Myśli Politycznej wyboru pism Pawła Popiela Choroba wieku

1

Paweł Popiel urodził się w Krakowie, 21 lipca 1807 r.1 Dzieciństwo spędził w rodzinnych majątkach Czaple Wielkie i Chocimów. Mimo starań ojca Konstantego nie przynosiły one dużego dochodu, dzieląc z całym krajem gospodarcze niedostatki. Kształcił się początkowo w domu, pozostając pod dużym wpływem matki, Zofii z Badenich, która dbała nade wszystko o katolickie wychowanie dziecka, uważając przy tym, aby religia była dla niego prawdziwym, dobrowolnym przeżyciem, a nie wymuszoną praktyką. Sędziwy już Popiel podkreślał, iż to matce w znacznej mierze zawdzięcza szczęśliwe w młodości duchowe ukształtowanie, wolne od przemożnych wówczas wpływów wolnomyślicielstwa i religijnego sceptycyzmu czy nawet niewiary. Stan umysłowy kraju początku stulecia oceniał po latach krytycznie, zarówno ze względu na ciasnotę pojęć i jałowość dysput, jak i rosnącą popularność lóż masońskich i niesionych przez nie wrogich wierze katolickiej idei.

W 1822 r. Popiel wstąpił do krakowskiego Gimnazjum św. Anny, a w roku następnym zdał z wyróżnieniem maturę i wyruszył na studia prawnicze do Warszawy, w owym czasie dużo prężniejszego ośrodka życia intelektualnego i politycznego niż Kraków. Mieszkając u swego dziada, Marcina Badeniego, powszechnie cenionego i szanowanego polityka i działacza społecznego, spotykał - jak sam wspominał - "co tylko ówczesna Polska miała najznakomitszego"2. Przysłuchując się dyskusjom i wspomnieniom Juliana Ursyna Niemcewicza, Kajetana Koźmiana, Stanisława Staszica i wielu innych czołowych postaci epoki, odnajdywał nieodległą przeszłość Polski - czasy Sejmu Wielkiego i wojen napoleońskich - jako żywą tradycję. Szacunek dla wieku i powagi dostojnych gości Badeniego nie oznaczał jednak szukania w ich dorobku idei, które miałyby go w przyszłości inspirować, duże wrażenie wywarły na nim natomiast dzieła de Maistre'a, de Bonalda i księdza Lammenais'go, myślicieli śmiało występujących w obronie wiary katolickiej i obnażających naturę zyskujących w owym czasie duży poklask, także w gronie kolegów Popiela z uniwersytetu, prądów liberalnych i radykalizmu społecznego. Przez resztę życia często przywoływał ich w swych pismach, choć żadnego z nich nie naśladował. Wyniesione z domu zasady utwierdzały się w dysputach z najbliższymi przyjaciółmi, braćmi Leonem i Stanisławem Rzewuskimi. "Nie było też pytania filozoficznego i politycznego, którego byśmy wieczorami [...] nie rozbierali - pisał Popiel we wspomnieniu o Stanisławie Rzewuskim - a stawały nam przed oczyma wszystkie zagadki, które do dziś dnia rozwiązane nie zostały."3

Po ukończeniu studiów w 1827 r. Popiel udał się za granicę, by pobierać dalsze nauki i poznawać tamtejsze stosunki. Podróżował przez trzy lata. Większość czasu spędził we Francji, zwiedził także Anglię i Szwajcarię. Ze szczególną atencją wspominał pobyt w La Chesnaie, w gościnie u księdza Lammenais'go, czołowej wówczas postaci stronnictwa katolickiego we Francji. Późniejszy upadek mistrza, gdy pragnienie pogodzenia zasad rewolucji francuskiej z doktryną katolicką przywiodło go do sporu ze Stolicą Apostolską i porzucenia stanu kapłańskiego, Popiel przyjął ze smutkiem, choć cieszyła go zarazem siła wiary młodych współpracowników myśliciela, nie poddających się jego wpływowi w sprawach, gdzie nie ma miejsca na dowolność interpretacji, a należy bezwarunkowo przyjąć wyroki zgodne z dogmatami. Duże wrażenie wywarł na nim ustrój Anglii, który później często stawiał za wzór dla reszty Europy. Cenił go za zachowanie tradycyjnej pozycji arystokracji, ale zarazem za zdolność do ewolucyjnych przemian, odpowiadających potrzebie przystosowania instytucji do zmieniającego się społecznego i ekonomicznego oblicza kraju. Przestrzegał jednak przed pokusą przenoszenia na odmienny grunt sprawdzonych w Anglii rozwiązań ustrojowych, skoro ich funkcjonowanie i kształt były ściśle związane z warunkami, wśród których przez wieki się wykształcały. "Nie ma konstytucji jednej dla wszystkich ludów - podkreślał wiele lat później - jej jak sukni nawzajem sobie pożyczać nie mogą."4

Po powrocie do kraju Popiel dostrzegł niecierpliwe pragnienie czynu dla ojczyzny, silne zwłaszcza u młodzieży, a podsycane przez pierwsze wystąpienia romantyków. Mimo zachęt, aby podjął służbę w Komisji Skarbu, prężnie kierowanej przez Franciszka Ksawerego Druckiego-Lubeckiego, zdecydował się pracować w Komisji Rządowej Oświecenia. Powodowała nim myśl, iż "chcąc zapewnić przyszłość społeczeństwa i kraju, należało zacząć od wychowania"5. Komisja, w której dyrekcję oświecenia dzierżył Józef Kalasanty Szaniawski, nie dawała jednak Popielowi możności oddziaływania na kształt systemu edukacyjnego. Nie powiodła się także próba wpłynięcia na opinię w budzącej wówczas żywe spory kwestii dopuszczalności rozwodów. Jego listy, w których występował przeciwko tej instytucji, nie zyskały akceptacji cenzury, nie życzącej sobie poważnej dyskusji w tej materii. Kolejne usiłowania pokrzyżowała insurekcja 1830-31 r.

Wybuch powstania listopadowego Popiel uznał za krok zgubny. Nie mając gwarancji powodzenia, groziło ono utratą instytucji samorządowych Królestwa Kongresowego i powrotem Rosjan do polityki represji. Do insurekcji parł spisek, przyszłość narodu widzący w radykalnych przemianach społecznych, powiązany z europejskim ruchem rewolucyjnym. Wprawdzie pierwsze miesiące walk przynosiły chwałę orężu polskiemu, mężnie stawiającemu czoła przewadze rosyjskiej, zaś w życie kraju - co Popiel szczególnie podkreślał - nie wkradła się anarchia, jednak z czasem żywioły rewolucyjne poczęły odciskać wyraźne piętno na rozwoju wypadków. Kulminacyjny punkt nastąpił podczas krwawych zajść 15 sierpnia 1831 r., gdy na ulicach Warszawy doszło do inspirowanych przez radykałów samosądów, a rząd księcia Adama Czartoryskiego ugiął się pod ich terrorem i podał do dymisji. W tym dniu, zdaniem Popiela, los powstania został ostatecznie przesądzony. Sprawa dotąd czysta, narodowa, splamiona krwią niewinnych ofiar, nie mogła już podnieść się z upadku. Rychłe wkroczenie wojsk rosyjskich do Warszawy było tylko tego konsekwencją. Popiel nie osądzał wypadków 1830 i 1831 r. z oddali. Przeciwny powstaniu i siłom, które je wywołały, kiedy, jak pisał, "kraj cały losy swoje ostrzu miecza powierzał"6, nie myślał siebie ratować i wnet po wybuchu walk ochotniczo wstąpił do armii powstańczej. Pracował także w ministerstwie spraw zagranicznych, dokąd powołał go książę Czartoryski, pragnący wykorzystać jego biegłą znajomość francuskiego. Po upadku rządu ponownie przyłączył się do oddziałów, które brały udział w walkach o Warszawę we wrześniu 1831 r. Ten epizod wspominał z dumą do końca życia.

2

Po klęsce powstania władze rosyjskie wydały Popielowi zakaz wstępu do Królestwa Polskiego, osiadł więc w Galicji. Myśl o emigracji odrzucał, uważał bowiem, że "wskazana koniecznością dla niektórych, gromadnie była największym błędem, jaki popełnić można było, choćby dlatego tylko, że kraj pod przemocą pozbawiony najdzielniejszych sił odpornych, łatwiej ulegał przewadze rządu"7. Wśród uchodźców duże wpływy uzyskali rewolucyjni demagodzy, a i umiarkowane środowisko Hôtel Lambert nie zawsze było zdolne zdobyć się na trzeźwy sąd o tym, jaka polityka jest właściwa dla pozostającego w jarzmie zaborców kraju. Popiel nie czekał więc nigdy na instrukcje emigracyjnych emisariuszy, zdając sobie sprawę, że tylko bliska znajomość potrzeb podzielonego między trzy mocarstwa narodu, trudna do uzyskania z perspektywy Paryża, daje podstawę do wysuwania projektów skutecznej pracy na rzecz jego dobra.

W 1833 r. Popiel pojął za żonę znaną mu od lat dziecinnych Emilię Sołtykównę, która wniosła w posagu duży majątek, a także "gospodarność, powagę, sztukę rządzenia ludźmi i wychowania dzieci"8. Zarządzanie majątkami oraz piecza nad potomstwem, nie oddaliła go od życia politycznego kraju, w tamtym czasie był jednak przede wszystkich jego obserwatorem, rzadko aktywnie włączając się w bieg wydarzeń. Nie stał się wszak obojętny na los sprawy narodowej. Dał temu wyraz w 1833 r., gdy na łamach "Revue Européenne" ukazały się listy rosyjskiego admirała Tichaczewa, szkalujące zryw powstańczy 1830 r. i usprawiedliwiające rozbiór Polski własnymi Polaków błędami. Popiel w żarliwej odpowiedzi, opublikowanej w dwóch częściach w tej samej gazecie, obnażył naturę polityki rosyjskiej, uznającej jedynie racje siłowe i koncentrującej władzę duchową i świecką w rękach wszechwładnego cara, a przez to przeczącej podstawowym zasadom winnym przyświecać społeczności chrześcijańskiej9. W tym samym roku wraz z Zygmuntem Antonim Helclem i Konstantym ‡widzińskim wystąpił w obronie niezależności Uniwersytetu Jagiellońskiego, ogłaszając Memoriał do trzech dworów w obronie UJ. Helcla wsparł, gdy ten podjął inicjatywę wydawania "Kwartalnika Naukowego", pisma mającego ambicję inspirować rozwój życia umysłowego na ziemiach polskich. Więzi między związanymi z Krakowem politykami, naukowcami i publicystami konserwatywnymi, zrazu tylko towarzyskie, choć oparte na bliskości poglądów, poczęły się coraz bardziej zacieśniać, prowadząc do wykształcenia się stronnictwa zachowawczego, znanego w literaturze przedmiotu jako "grono krakowskie". Popiel, obok Helcla, Wielopolskiego i Adama Potockiego, należał do czołowych jego postaci i przyczyniał się do wyrabiania zasad, które w latach 60. miały zatriumfować w polityce galicyjskiej10. Jego pierwsza "próba politycznego powodzenia"11 - ubieganie się o poselstwo na sejm Rzeczypospolitej Krakowskiej - zakończyła się fiaskiem, został natomiast sędzią pokoju (1840), pełniąc ten urząd przez trzy lata. Dopiero w 1840 r. namiestnik Paskiewicz wyraził zgodę na jego wjazd do Królestwa Polskiego. W tym samym roku Popielowie przenieśli się z podkrakowskiej Ruszczy do odziedziczonego przez Emilię majątku Kurozwęki, położonego na południe od Gór Świętokrzyskich, nieopodal Buska Zdroju. Wiodąc szczęśliwe życie na wsi Popiel obserwował jednak z niepokojem odradzanie się żywiołów spiskowych, przede wszystkim w Poznańskiem i w Galicji. Raz jeszcze, w myśl błędnej jego zdaniem zasady, iż nie wolno występować przeciwko ruchowi, skoro tylko ma na sztandarach hasło niepodległości Polski, radykałowie bez przeszkód poczęli roznamiętniać opinię przy bierności warstw wyższych, a czasem nawet przy ich bezwiednym współudziale. Zarazem wzmagał się ucisk szlachty polskiej ze strony biurokracji austriackiej. Był on tym silniejszy i zajadlejszy, iż szlachta uosabiała nie tylko tradycje narodowe, ale także była wspomnieniem i pozostałością starego hierarchicznego porządku, którego owładnięta ideami demokratycznymi kasta urzędnicza szczególnie nienawidziła. Tak to wszechwładztwo rządu zaborczego i rosnąca w siłę biurokracja oraz radykalizm socjalny i demokratyczny dążyły, według Popiela, do wspólnego celu - wyniszczenia szlachty polskiej. W 1846 r. Galicja stała się widownią zajść, które ukazały złowrogie skutki tych dążeń. Spiskowcy wszczęli kolejny ruch zbrojny, znany jako powstanie krakowskie, słaby, źle przygotowany, rachujący jednak, iż wytężoną agitacją, której hasłem przewodnim było zniesienie pańszczyzny, skłoni do współudziału chłopów. Biurokracja austriacka, co potem zgodnie podkreślali jej konserwatywni krytycy, dostrzegła w tym szansę na rozprawę ze szlacheckim przeciwnikiem. Gdy chłopi, miast przystąpić do ruchu powstańczego, wystąpili przeciwko swym panom paląc majątki i dokonując licznych mordów, władza zaborcza nie zapobiegła tragicznym wypadkom, a gdzieniegdzie nawet aktywnie je wspierała, stając się współodpowiedzialną za wydarzenia nazwane rabacją galicyjską. Choć rzeź szlachty dokonała się jedynie w części Galicji, to owe zajścia stały się symbolem antyszlacheckiej polityki austriackiej i złowrogich skutków rewolucyjnej agitacji wśród włościan. Odbiły się one szerokim echem w całej Europie. Winą obarczono sędziwego księcia Metternicha, a najgłośniejszym wystąpieniem przeciwko niemu i polityce Wiednia okazała się broszura Aleksandra Wielopolskiego, w której po raz pierwszy sformułował on program współpracy z zaborcą rosyjskim. Popiel, z bliska śledząc przebieg rabacji i łącząc się w oburzeniu na politykę austriacką z Wielopolskim, którego znał z czasów sprzed wybuchu powstania listopadowego, nie skłaniał się do podobnej konkluzji. Zbyt był przywiązany do cywilizacji Zachodu, jej katolickich fundamentów i antycznych korzeni, by wyrzec się jej na rzecz przymierza z będącym tej cywilizacji zaprzeczeniem systemem rosyjskim. Dopuszczał współpracę z rządem carskim, dawał temu wyraz, gdy Wielopolski na początku lat 60. przeprowadzał swój plan wydźwignięcia instytucji autonomicznych w Królestwie Polskim, ale nigdy za cenę zerwania z Zachodem. Wypadki 1846 r. postrzegał jako kolejny przejaw działania partii rewolucyjnej w Europie, zorganizowanej w tajne towarzystwa, dążącej do radykalnego przeobrażenia stosunków społecznych, wrogiej Kościołowi oraz usiłującej wykorzystać dla swych celów wszelkie napięcia polityczne, jakich w owym czasie nie brakowało12. Popiel podkreślał zarazem krótkowzroczność polityki rządu wiedeńskiego i wskazywał, że "nie można w prowincji jednego i tegoż samego państwa zetrzeć na proch żywiołów organicznych i hierarchicznych, że by to nie oddziałało z koniecznością na inne składowe części monarchii". Rewolucja 1848 r. w Wiedniu utwierdziła go w tym przekonaniu. Zaburzenia w stolicy cesarstwa wraz z rewolucyjnymi dążeniami i wystąpieniami we Francji i w Niemczech gotowały grunt pod kolejne niepokoje w Galicji. Gdy w kwietniu 1848 r. zaburzenia w Krakowie osiągnęły apogeum, Popiel z narażeniem życia próbował powstrzymać wypadki na ulicach miasta. Rozumiał, iż spiskowi agitatorzy za główny oręż, obok idei niepodległej Polski, uznają hasło zniesienia pańszczyzny. Podjął zatem inicjatywę przeprowadzenia uwłaszczenia włościan galicyjskich, które nie polegałoby na oddaniu im ziemi za darmo, lecz jedynie na ulgowych warunkach, i na poszanowaniu praw do rekompensaty dla dotychczasowych właścicieli. Projekt, który przygotowano pod jego kierownictwem, nie miał jednak szans realizacji, gdyż z jego ukończeniem zbiegło się ogłoszenie dekretu cesarskiego, przekazującego chłopom grunty na własność za darmo.

Ten akt rządowy Popiel określił mianem "zatrutej strzały, puszczonej w sam środek naszego społecznego ciała". Tylko "dobremu usposobieniu ludu" zawdzięczano - jak podkreślał - że nie doprowadził on do rozwinięcia się "socjalnych chorób", choć nie udało się uniknąć zubożenia kraju13. Zresztą spośród wszystkich warstw społecznych to właśnie dla chłopów Popiel był najbardziej łaskawy w sądach. Szlachtę, choć ubolewał nad prześladowaniem, którego doświadczała z rąk zaborców, piętnował za to, iż zbyt łatwo ulegała demagogii rewolucyjnej14. Arystokratom wypominał brak woli i umiejętności, aby stanąć na czele zdrowej części społeczeństwa, przeciwnej wywrotowym tendencjom. Mieszczanie i urzędnicy najliczniej zasilali szeregi partii rewolucyjnej. Chłopi wydawali mu się natomiast zdrowym fundamentem społeczeństwa. Nieraz chwalił ich za szacunek, który żywili dla monarchy i prawa, niepoddawanie się agitacji spiskowej, przede wszystkim zaś za wierność Kościołowi. Obawiał się zarazem, że raz zasiane wśród nich ziarno radykalizmu społecznego, trudno będzie wyplenić i z czasem jego wpływy będą rosnąć. Kwestia robotnicza, podnoszona przez nurty socjalistyczne i komunistyczne wobec słabego rozwoju przemysłu w Polsce, była dla niego jedynie zapowiedzią przyszłych konfliktów. Troskę o charakter włościan uważał natomiast za pierwszorzędne zadanie obozu zachowawczego i dlatego występował później przeciwko szkole z założenia bezwyznaniowej, w istocie, jak twierdził, propagującej liberalne przekonania, które podkopywały wiarę w ludzie i z wolna oddawały umysły włościan w rządy demagogów.

Przekonany o konieczności stawienia czoła partii rewolucyjnej, Popiel podjął inicjatywę założenia dziennika, który przez codzienne dziennikarskie powinności broniłby bliskich mu zasad. Dla swego pomysłu pozyskał Lucjana Siemieńskiego, do redakcji weszli także Kazimierz Wodzicki i Wincenty Kirchmayer. Tak powstał dziennik "Czas". Jego pierwszy numer ukazał się 2 listopada 1848 r. Rychło związali się z nim autorzy tej klasy, co Walerian Kalinka i Maurycy Mann i "Czas", na wiele lat stał się czołowym głosem konserwatywnej opinii Galicji. Sam Popiel już w 1851 r. usunął się z redakcji pisma po sporze z Mannem i Kalinką o artykuł wstępny, którym pragnął powitać przybywającego do Krakowa cesarza Franciszka Józefa, zdaniem współpracowników zbyt lojalistyczny w tonie. Mimo to wciąż pisywał do "Czasu" i pozostał jego udziałowcem. Nie zerwał także przyjaźni z Mannem i Kalinką. Obydwum poświęcił wiele ciepłych słów w swych pismach, a drugiego z nich wspierał, gdy ten przygotowywał fundamentalne dzieło Sejm Czteroletni, udostępniając mu rodzinne archiwa, bogate w dokumenty źródłowe z owego czasu. Na tym nie kończą się zasługi Popiela dla życia naukowego i kulturalnego Krakowa. W 1853 r. został konserwatorem zabytków w okręgu krakowskim. Przez wiele lat, aż do później starości, z niezwykłą energią angażował się w renowację miejskich zabytków. Gdy w 1850 r. wielki pożar strawił szereg historycznych budowli, należał do najaktywniejszych organizatorów ich odbudowy. To jemu zawdzięczamy uratowanie kościoła Dominikanów. Wspierał także prace m.in. przy restauracji Collegium Maius, w kościele Mariackim i na Wawelu, przyczynił się do odkrycia zwłok Kazimierza Wielkiego (1869), ratował przez wyburzeniem wieżę ratuszową i Bramę Floriańską, należał do komitetu budowy pomnika Adama Mickiewicza, uczestniczył w zakładaniu Muzeum Narodowego. W jego domu przy ulicy św. Jana mieściły się przez pewien czas zbiory Towarzystwa Naukowego Krakowskiego, tam też przez wiele lat na tzw. wieczorach czwartkowych spotykały się osobistości życia galicyjskiego, tocząc dysputy o polityce, kulturze i sprawach lokalnych. Popiel zasiadał we władzach krakowskich towarzystw: Rolniczego, Przyjaciół Sztuk Pięknych i Kredytowego, a także w Radzie Miasta; był prezesem Towarzystwa św. Wincentego A Paulo, współtworzył Komisję Historii Sztuki przy Akademii Umiejętności, która w 1872 r. powołała go na członka nadzwyczajnego. Piękne to dowody praktycznego zaangażowania w sprawy publiczne.

3

Popiel pisał przede wszystkim o kluczowych dla życia narodu kwestiach, jednak nie stronił od wypowiadania się na temat polityki europejskiej. Stanowczo występował przeciwko projektom zagarnięcia terytorium Państwa Kościelnego przez jednoczące się Włochy. Jego zdaniem, choć władza Ojca Świętego w pełni wyraża się w sprawach wiary i moralności, to będzie on niezależny tylko wówczas, gdy pozostanie panem w swym państwie, zachowując wszelkie atrybuty władcy świeckiego15. Gdy w r. 1860 Girardin ogłosił broszurę zapowiadającą zabór Państwa Kościelnego, zaś wrogi papiestwu Garibaldi cieszył się wśród Polaków olbrzymią popularnością bohatera walk o wolność, Popiel wraz z bliskimi a podzielającymi jego stanowisko przyjaciółmi postanowił dać wyraz swemu przywiązaniu do Ojca ‡więtego i wesprzeć go choćby tylko moralnie. Adres do Piusa IX, podpisany przez m.in. Maurycego Manna, Leona Rzewuskiego, Walerego Wielogłowskiego i Adama Potockiego, przysporzył jego autorom i sygnatariuszom złej w owym czasie sławy ultramontanów16. W istocie Popielowi obce były nadzieje na pogodzenie liberalnych nowinek z dogmatami wiary, jednak surowo też osądzał publicystów i polityków katolickich, zwłaszcza skupionych wokół redaktora wpływowego francuskiego pisma ultramontańskiego "Univers" Ludwika Veuillota, którzy szans na wzmocnienie pozycji Kościoła i religii upatrywali w ścisłym związku z rządem. "Kościół nie potrzebuje protekcji rządu, bo to tylko szkodzi czysto moralnemu jego wpływowi" - pisał17. W sporze Veuillota i jego stronników z katolickimi liberałami, którym przewodził hrabia Karol Montalembert, nie opowiedział się po żadnej ze stron, ubolewając, iż konflikt ten osłabia obóz katolicki, winny skupiać swe wysiłki wokół obrony wiary przed nieprzyjaciółmi zewnętrznymi.

W 1859 r. Popiel został członkiem Towarzystwa Rolniczego - najważniejszej legalnej organizacji polskiej w zaborze rosyjskim. Z niepokojem obserwował rozwój wypadków w Królestwie Polskim na początku lat 60., krytycznie oceniając postępowanie obu czołowych w owym czasie osobistości obozu zachowawczego. Aleksandrowi Wielopolskiemu - choć wysoko oceniał jego przywiązanie do spraw narodowych i podziwiał wytrwałość, z jaką dążył do przeobrażenia instytucji Królestwa - zarzucał nieliczenie się z żywiołami politycznymi kraju. Margrabia nie potrafił pozyskać dla swego programu reform wpływowych osobistości, które przekonałyby do niego opinię. Niezręcznymi krokami - rozwiązaniem Towarzystwa Rolniczego i branką, uzasadnionymi zdaniem Popiela, ale przeprowadzonymi bez troski o to, jaką wywołają reakcję - jedynie zaognił sytuację. Andrzejowi Zamoyskiemu Popiel zarzucał z kolei, iż nie wykorzystał dla powściągania spiskowych żywiołów swej pozycji opartej na powszechnym szacunku, jakim go darzono. Brak jednoznacznego opowiedzenia się Zamoyskiego przeciwko idei powstania wzmocnił pozycję radykałów, poczęli oni bowiem zasłaniać się autorytetem hrabiego. Popiel, świadom konfliktu między Zamoyskim i Wielopolskim, zrodzonego - jak oceniał - nie tyle wskutek sprzeczności zasad, co z powodu różnicy charakterów, nie zdecydował się opowiedzieć po żadnej stronie. Ówczesną sytuację w Polsce przedstawił w 1862 r. na audiencji papieżowi Piusowi IX i kardynałowi Antonellemu. Po wybuchu powstania styczniowego podniósł ideę powstrzymania żywiołów radykalnych wspólnym wystąpieniem właścicieli ziemskich i chłopów, wszakże bez współdziałania z Rosjanami. Jako zbyt śmiała i idąca na przekór ówczesnym nastrojom nie mogła ona liczyć na urzeczywistnienie. W marcu 1863 r. Popiel udał się do Francji, chcąc u tamtejszych sfer rządowych znaleźć odpowiedź na pytanie, czy powstanie może liczyć na francuską pomoc. W rozmowie z ministrem Walewskim z ust francuskiego dyplomaty padły słowa sugerujące, że wydarzenia w Polsce są użyteczne dla planów cesarza Napoleona III i przybliżają chwilę odzyskania przez nią niezawisłego bytu, o ile kontrolę nad ich przebiegiem przejmie obóz umiarkowany, pozbawiając wpływów radykałów. Popiel uznał, że wobec tego powstanie należy warunkowo poprzeć. Zgodził się, aby do oddziałów powstańczych przystał jego syn Jan, zaś najmłodszy, Wacław, uczynił to wbrew woli ojca. W kurozwęckim majątku utworzono szpital dla powstańców. Rychło jednak nadzieje na zgodne z polskimi interesami wykorzystanie powstania w politycznej grze między mocarstwami europejskimi upadły, podobnie jak wygasła wiara w to, że możliwe jest nadanie ruchowi umiarkowanego kierunku.

Powstanie styczniowe było - w przekonaniu Popiela - kolejnym zgubnym krokiem politycznym Polaków. Raz jeszcze partia rewolucyjna uczyniła sprawę narodową narzędziem do realizacji własnych celów. Utracone zostały instytucje, które dla społeczeństwa polskiego zdobył Wielopolski. Rosja - przed powstaniem targana wewnętrznymi niepokojami - zwarła siły wobec powstania w Polsce. Po stłumieniu oporu powstańców rozpoczęła intensywną politykę rusyfikacyjną, która dotknęła przede wszystkim niegdysiejsze wschodnie rubieże Rzeczypospolitej - Litwę, Wołyń i Podole. Żywioł polski na tych obszarach znalazł się w rozpaczliwym położeniu. Opis przyczyn i skutków powstania dał Popiel w żarliwym piśmie Kilka słów z powodu odezwy ks. Adama Sapiehy, datowanym 25 lipca 1864 r. W broszurze tej jako pierwszy wskazał dobitnie na konieczność porzucenia polityki spisku, wyrwania steru polityki narodowej z rąk radykałów, którzy, owładnięci ideą reformy społecznej, łączyli ją ze sprawą niepodległości państwa polskiego i parli do kolejnych zrywów powstańczych, nie bacząc na ich opłakane dla bytu narodu skutki. Zarazem w ogłoszonym anonimowo piśmie Le prince Czerkaski, étude psychologique et politique piętnował niwelatorską politykę władz carskich na ziemiach polskich, wskazując że działania radykałów powstańczych i represje rosyjskie niszczyły strukturę społeczną na tym obszarze, na długo hamując możliwości rozwoju polskiego życia narodowego. Pierwszoplanową rolę w jego pielęgnowaniu poczęła odgrywać Galicja, od schyłku lat 50. odczuwająca pozytywne skutki zmiany kursu polityki austriackiej, odchodzącej od bezwzględnego centralizmu, uosabianego przez system ministra Alexandra von Bacha, i nadającej krajom koronnym coraz większą autonomię. Popiel, niegdyś surowy krytyk poczynań rządu austriackiego, gdy ten zwalczał szlachtę, oddając prowincję polską we władanie biurokratycznej kasty, teraz postulował, aby "porozumienie nastąpiło pomiędzy osobami dziś u steru rządu [wiedeńskiego] stojącymi, a ludźmi, których uważamy za przywódców spraw krajowych"18. "Dajmy pokój wielkiej polityce, która nie jest rzeczą koronnego kraju, doprowadzonego do atomizmu społecznego i atonii moralnej - pisał w głośnym Liście do księcia Jerzego Lubomirskiego (1865). - Stoimy na rozdrożu: albo nam przyjdzie pod kierunkiem tajemnych wpływów w walce bezskutecznej a zjadliwej zużyć i roztoczyć resztę sił żywotnych, które pozostały, albo na drodze prawnej, jawnej, dobić się warunków bytu, który chociażby nie był ostatecznym naszym ideałem, zapewnić nam może normalne wykształcenie i form i zasad społecznych."19 Stawiał więc Popiel program współpracy z rządem austriackim jako jedyny realny sposób na wzmocnienie polskich żywiołów i rozwijanie elementów życia narodowego, których dalsze zaniedbywanie pogłębiłoby jego rozstrój i ostatecznie zaprzepaściłoby szanse na podniesienie go do poziomu bytu, odpowiadającego narodowym aspiracjom i nawiązującego do chwalebnej przeszłości sprzed stuleci. List... nie tylko był żywo dyskutowanym manifestem politycznym, wskazującym drogę na następne lata przeważnej części opinii galicyjskiej, ale także odegrał istotną rolę w kształtowaniu się jej konserwatywnego nurtu. Popiel poddał w nim surowemu osądowi umiarkowanych działaczy, którzy wsparli powstanie, licząc, że uratują je przed przewagą radykałów i trwali w tym przekonaniu, gdy takie rachuby były już złudne i jedynie przedłużały dramat. Na krytyczne uwagi odpowiedział Józef Szujski20, zarzucając mu chęć przeprowadzenia represji bardziej surowych niż te, które podjęli Rosjanie, a także polityczny ostracyzm, chęć wyeliminowania z życia politycznego każdego, kto nie byłby związany z Popielem i jego przyjaciółmi. Polemika przedstawicieli starego i młodego pokolenia konserwatystów, pełna dworności i wyrazów wzajemnego szacunku, choć nie pozbawiona ostrych zarzutów, okazała się ważnym krokiem do ich zbliżenia - niektóre jej fragmenty interpretowane są jako zaproszenie do współpracy. Różnice między Popielem, a "stańczykami", których Szujski reprezentował, były jednak znaczne21. Wyrażały się one nie tylko odmiennymi wizjami uprawiania polityki i publicystyki - Popiel wyrzucał "stańczykom" zbyt ironiczny ton Teki, nadmierną skłonność do koncentrowania spraw galicyjskich w swoich rękach i niesłuszne przypisywanie sobie zasług w tworzeniu zrębów konserwatywnej polityki - lecz także dotyczyły bardziej zasadniczych kwestii. Popielowi obca była widoczna u Stanisława Koźmiana i bliskiego "stańczykom" Michała Bobrzyńskiego fascynacja siłą jako czynnikiem decydującym o powodzeniu w polityce. Podkreślał zresztą, że pod tym względem istnieje zasadnicza rozbieżność w sposobie interpretowania dziejów Polski między Szujskim i Bobrzyńskim, którą unaoczniają ich fundamentalne prace poświęcone historii I Rzeczypospolitej. Szujski uwzględniał duchowe i moralne strony prowadzenia polityki narodowej, Bobrzyński - jak podkreślał Popiel - co prawda nie przeczył im, ale je ignorował. Również Stanisław Koźmian w swych analizach politycznych o wiele chętniej niż Popiel - uchodzący przecież za trzeźwo myślącego publicystę - podkreślał wagę pragmatyzmu, co skłaniało go np. do przedstawienia na ogół pochwalnej charakterystyki polityki wewnętrznej Bismarcka22. Wprawdzie Koźmiana i Popiela łączyła niechęć do nie liczących się z rzeczywistością projektów politycznych, gotowych poświęcić realne interesy na rzecz mrzonek o przyszłym powodzeniu, Popiel widział jednak w polityce dużą większą rolę dla wzniosłych uczuć jak honor czy godność narodowa. Dlatego analizując przebieg powstań wskazywał, iż były dwie drogi spełnienia obowiązku względem ojczyzny: zaprzestanie walk i ratowanie tego, co jeszcze zostało do ratowania, lub walka całego narodu do końca, właśnie w imię godności i honoru.

4

Paweł Popiel nie pozostawił po sobie żadnej rozprawy teoretycznej, której celem byłoby systematyczne wyłożenie zasad jego myśli politycznej. Za pióro chwytał zwykle powodowany aktualnymi wydarzeniami, analizował je, wskazywał przyczyny i konsekwencje oraz formułował własne wobec nich stanowisko. Wiele o poglądach Popiela dowiedzieć się także można z pisywanych przez niego recenzji książek (jak wówczas mówiono: rozbiorów), pamiętników oraz wspomnień pośmiertnych, traktujących przeważnie o postaciach ważnych dla XIX-wiecznej polityki i refleksji politycznej. Były to przeważnie pisma rozmiarami niewielkie, najdłuższe z nich - raptem kilkudziesięciostronicowe. Jednak, jak pisał Stanisław Tarnowski: "Pisma Popiela [...] nie były przelotne, na chwilowym wrażeniu oparte i do takiego zmierzające [...]. W swoich małych zawsze rozmiarach mają one za treść wielkie zasadnicze kwestie politycznego i społecznego bytu narodów; pod pozorem czy z okazji bieżącej okoliczności roztrząsają i afirmują zawsze to, co najstalsze, najistotniejsze, najrzeczywiściej podstawne"23. Był zatem Popiel publicystą kontrowersyjnym, idącym często na przekór opinii większości, przez wielu nielubianym, nie zawsze zręcznym i w sądach sprawiedliwym24. Przede wszystkim zasługuje jednak na uwagę jako myśliciel polityczny, którego prace zawierają refleksję daleko wykraczającą poza wyrafinowaną argumentację w bieżących sporach. Stworzył spójną doktrynę konserwatywną, opartą na przeciwstawieniu organicznej wizji świata, respektującej boski porządek i w nim szukającej zasad, które określają warunki funkcjonowania społeczności ludzkiej, i teorii atomistycznej, negującej objawienie, uznającej człowieka za wytwór materii i w jego woli upatrującej jedyne źródło prawa. Pierwszą wyznawał, drugiej był nieprzejednanym krytykiem.

Fundamentem organicyzmu miała być wiara katolicka, uznana przez Popiela za "konieczny postulat etycznego życia w człowieku, który obejmuje całe jego istnienie i sięga poza świat zmysłowy", choć zauważał, że może być ona także "uznanym przez rozum środkiem koniecznym do trzymania na wodzy nieujeżdżonej natury ludzkiej"25. Prawo, które Bóg nadał ludzkości winno być odniesieniem i ograniczeniem dla człowieka w jego próbach ułożenia ziemskiego porządku. Kościół katolicki, przypominając o mających źródło w prawie bożym zasadach moralnych, jest opoką wolności i ładu w świecie. W czasach, gdy coraz większą popularność zdobywa "teoria bezwzględnego wszechwładztwa państwa", prowadząca do zaprzeczenia "indywidualnych praw pojedynkom w porządku politycznym, zaprzeczenia prawa własności w porządku społecznym"26, pośród "takiego to politycznego składu, który nie zna wyższego prawa początku jak wola władzy lub ludu, potrzeba koniecznie władzy innej, duchowej, bezinteresownej, biorącej początek z nieba, która by, równoważąc przewagę materialną, nie dała ludzkości z moralnego ustroju, czym jest przed wszystkim, przejść do czysto materialnego"27. Prawo objawione, wskazywał Popiel, "tak jest zgodne z naturą ludzką, że mu nauka miano prawa natury nadała". Na jego podstawie "rozwija się organicznie ustrój ludzkości w społeczeństwie", oparty na naturalnej hierarchii, wynikającej z "nierówności sił i zdolności, z jaką się człowiek rodzi, z niemożności życia w samotności, ze stosunku rodzinnego, w jakim na świat przychodzi", zatem - na zasadzie władzy. Bez niej nie jest możliwe osiągnięcie warunku niezbędnego dla funkcjonowania społeczności ludzkiej - "wolności w porządku", czyli wolności definiowanej jako "rozwinięcie swego czynu w obrębie swych praw". Pełnia wolności może być bowiem osiągnięta tylko w społeczności przepojonej prawem miłości, w której panują najwyższe zasady moralne, a wobec niedoskonałości człowieka stan taki w historii jest rzadki i nietrwały. Zatem tylko poszanowanie prawa i władzy umożliwia zachowanie równowagi sił społecznych i ich rozwój na naturalnych warunkach. Stąd każdy, nawet najgorszy, rząd "jest jeszcze narzędziem organicznym społeczeństwa". Szacunek dla władzy winien być tym większy, iż pochodzi ona od Boga, w ten sposób, że "została zdobyta wedle praw przez Boga ludzkości danych albo ustalona przez czas i uznanie". Popiel nie podzielał więc poglądu Bossueta, podług którego "wprost Opatrzność człowiekowi albo rodzinie uświęconą oddawała powagę"28, zdecydowanie też odrzucał teorię kontraktu społecznego, w woli człowieka upatrującą źródeł prawa i zasady władzy. Tymczasem to naturalnie, wedle praw nadanych wolą Boga, kształtujący się ład uprawomocnia władzę, jako czynnik decydujący o zachowaniu równowagi organizmu, jakim wedle Popiela jest społeczność ludzka, owa "wielość w jedności" na wzór drzewa, co "rozrasta się z pnia jednego, a wytwarza gałęzie, liście, kwiat i owoc, z których każdy ma swą indywidualność". Spoiwem dla tego organizmu jest boże prawo miłości, które "jak soki żywotne" krążące "po naczyniach" drzewa, napełnia, ożywia i utrzymuje jego żywotność. Człowiek, obdarzony "duszą indywidualną", nieśmiertelną, rozumianą tylko w łączności z Bogiem, "poddaje swoją wolę nie jakiemuś fatum, ale prawu miłości", które ukochał. W zależności od "żywiołów składowych czasu, oświaty, geograficznego i etnograficznego położenia" społeczność ludzka może przybierać różne formy ustrojowe, gdy jednak respektuje boże prawo, "godność i wolność uratowana, a panowanie siły niemożebne", chyba że chwilowe, "i to kiedy społeczność jaka upadła moralnie". "Pojedynek" nie stoi sam wobec potęgi władzy, organicyzm respektuje bowiem porządek wieczny, niezależny od woli człowieka, będący mu ostoją, jeżeli jego ziemskie prawa są łamane29.

Przeciwieństwem zapatrywania na ludzkość i stosunki społeczne, które Popiel nazywał organicznym, była dla niego teoria atomistyczna, oparta na dowolnych spekulacjach ludzkiego umysłu, uznanego za jedyne i niepodważalne źródło prawa. Jej początków Popiel szukał w epikureizmie, szkole aleksandryjskiej, gnostycyzmie, zaś przejawy odnajdywał w myśli Hobbesa, Spinozy, wreszcie w heglizmie. Skrajne postacie przybierała zarówno w tyranii jednostki, uosabianej przez arbitralne rządy absolutne monarchy, jak i w tyranii większości - "wszechwładztwie ludu". Atomizm urzeczywistniał się również w trzeciej formie: w panteizmie, negującym osobowość Boga, przeto odmawiającym istocie ludzkiej posiadania duszy nieśmiertelnej, niszczącym w ten sposób podstawę jej wolności, godności i odpowiedzialności, skoro uznaje ją ledwie za wytwór materii. Istotą panteizmu politycznego jest ubóstwienie państwa, stanowiącego postulat i dzieło rozumu, postawionego jako najwyższy cel ludzkości, dlatego w myśl tej teorii władnego absorbować człowieka i dotychczasowe więzi społeczne, jeżeli wymaga tego jego interes. Prawo miłości wyrugowane z życia społeczeństw nie jest już dla nich ostoją. Wyzute z duchowych pragnień powinny one skupić się wyłącznie na zaspokajaniu materialnych potrzeb, zdając się jednak i w tej materii na państwo, mające gwarantować im otrzymanie wszystkiego tego, co tylko ciało i rozum pożądają. W ten sposób zależność jednostki od państwa potęguje się, czyniąc ją ubezwłasnowolnioną; tym łatwiej wtłoczyć gwałtem ludzkość w "formy przewidziane z góry", czy to pod nazwą socjalizmu, czy liberalizmu.

Atomizm nie uznający uzasadnionego wiarą w Boga i kanonami religii katolickiej nienaruszalnego fundamentu norm, które winna respektować ludzkość, wiedzie przy tym do zanegowania istnienia wszelkich ograniczeń ludzkiej działalności. Umysł ludzki, okrzyknięty mianem jedynego autorytetu władnego rozstrzygać, co dla człowieka jest dobre, nie może być bowiem źródłem obiektywnego porządku, gwarantującego zachowanie ładu w życiu społeczności. Jednakowe racje przemawiają za każdym jego projektem, a brak już jest zanegowanych przez atomizm dotychczasowych autorytetów, czy to kościelnych, czy zasadzających się na zajmowaniu określonej pozycji w hierarchii społecznej, władnych rozsądzać najwyższe kwestie dotyczące życia społeczeństw poprzez odniesienie ich do ładu objawionego, od woli człowieka już niezależnego. Jedyną miarą w polityce stają się zatem siła i skuteczność. W ten sposób odbywające się pod hasłem dążenia do wolności znoszenie kolejnych barier dotychczas trzymających w ryzach ludzkie namiętności i pragnienia w gruncie rzeczy uprawnia wszelki despotyzm i wszelką anomalię.

XIX-wieczny polski zachowawca istotne zagrożenie dla wolności człowieka dostrzegał w atomistycznej doktrynie liberalnej - co współczesnym zwolennikom liberalizmu wyda się paradoksalne i trudne do zaakceptowania,. Zwolennicy teorii politycznej, opartej na przeświadczeniu o istnieniu ogólnoludzkich wzorów zachowań człowieka i społeczności, z których wywodzą projekty "idealnego" porządku społeczno-politycznego, usiłując wcielić je w życie, stają w obliczu nieuchronnej konfrontacji z ugruntowanymi tradycją postawami, które nie dają się pogodzić z przyjętym a priori modelem. Liberałowie, chcąc ziścić swą wizję, muszą zatem wystąpić przeciwko instytucjom tworzącym dotychczasowy, kształtujący się w procesie naturalnej ewolucji ład, często skutecznie dającym odpór nowinkarskim postulatom. Ich projekty wymagają "wyrwania" człowieka z kontekstu wiary i tradycji, w której się wychował. Dopiero "wyzwolony" może on współtworzyć nowy porządek, takim, jakim wyobraził go sobie dufny w swe umysłowe możliwości doktryner. Liberałowie snują przed "pojedynkiem" wizję pękających kajdan odchodzących w przeszłość pozostałości starego hierarchicznego porządku, zastąpionego mirażem wolności gwarantowanej wykoncypowanym kontraktem społecznym. W gruncie rzeczy, jak wskazuje Popiel, wiodą go nieuchronnie wprost przed oblicze wszechwładnego państwa - bezwzględnego Lewiatana, nie liczącego się z tradycyjnymi instytucjami, zwłaszcza Kościołem, niegdyś mogącymi być mu przeciwwagą. W oczach myśliciela konserwatywnego liberałowie uchodzili więc za propagatorów centralizmu zagrażającego różnorodności kultur i tradycji wykształconych przez ludzkość w długim procesie przemian społecznych i politycznych. Popiel, choć był zwolennikiem silnej władzy, krytykował politykę liberalną za dążenie do zapewnienia omnipotencji państwa. "Jest to jedna z najwyższych prawd politycznych - pisał - choć dziś zupełnie zapoznana, że żaden rząd nie może robić wszystkiego i że w społeczeństwie dobrze urządzonym muszą być pośrednie ogniwa i koła, które odpowiedzialność rozkładają, a równoważą siłę, i to jest wolności warunkiem i rękojmią."30 "Ogniwa" i "koła", zakorzenione w tradycyjnych formach życia, z nich czerpiące siłę żywotną, konserwujące pierwiastki ładu organicznego i gwarantujące ich trwanie mimo kolejnych burz dziejowych, po których choć fasady ładu społecznego ulegają zmianom jego istota pozostaje nienaruszona. "Ogniwa" i "koła", którym zagraża państwo liberalne, z pozoru zwiększające zakres swobód obywatela, w istocie wkraczające ze swymi regulacjami w coraz to nowe dziedziny jego życia dotąd nie poddane odgórnemu przymusowi, mechanizm zaprojektowany i kierowany z myślą o tym, aby ziściło się marzenie doktrynerów o zaprowadzeniu porządku, który byłby określonej apriorycznej teorii ucieleśnieniem31. Gdy więc niemieccy liberałowie dążyli do ujednolicenia prawodawstwa w całej monarchii Franciszka Józefa, Popiel sprzeciwiał się ich usiłowaniom, wskazując, iż zagrozi to odrębności polskiej prowincji. Liberalna konstytucja - akt prawny wychodzący z dowolnych przesłanek, miałaby przecież nie tyle opisać istniejący stan stosunków społecznych, politycznych i kulturowych, na co Popiel, choć niechętnie, mógłby jeszcze przystać32, ile w istocie stanowić nowy, zaprojektowany apriorycznie porządek, ujawniający się w opisanych w niej instytucjach i procedurach. W ówczesnym położeniu narodu polskiego, dla którego zachowanie tożsamości i tradycyjnych form życia narodowego było pierwszorzędnym zadaniem, konstruktywistyczne zakusy wydawały się tym bardziej niebezpieczne.

Popiel kierował krytykę nie tylko pod adresem liberalizmu, lecz także przeciw zdobywającemu coraz większą popularność socjalizmowi. Uważał, iż obie doktryny mają podobne źródło - negację boskiego porządku i postawienie na piedestale rozumu ludzkiego. Łączyła je także wrogość do Kościoła katolickiego, będącego opoką zasad i żywiołów, które hamowały rozwój tych prądów. Liberalizm przygotowywał grunt pod zasiew idei komunistycznych, nie tylko przedkładając zasady wolnej konkurencji ponad troskę o dobro poddanych jej wpływowi rzesz robotniczych, lecz także - co ważniejsze - rozbijając stare więzi społeczne, pozbawiając społeczności tradycyjnych autorytetów, władnych miarkować rozwielmożniające się namiętności ludzkie. Przede wszystkim zaś przekonywał człowieka, że nie ma porządku wyższego nad ludzki, przez co to, co dotąd było łatwe do pojęcia i zaakceptowania w planie wyroków Opatrzności - a więc nierówność majątkowa i społeczna - stawało się teraz jedynie ludzkim projektem, który w uprawniony sposób zastąpiony może zostać każdym innym, a na pewno takim, który na piedestale rzekomo postawił sprawiedliwość i dobro ludzkości. Tak jak reformacja dopuściła wszelką dowolność w dziedzinie religijnej, tak XIX- -wieczny liberalizm, kolejny krok uczyniony przez człowieka w jego "wyzwalaniu" się spod prawa Bożego, uprawomocniał, nawet wbrew sobie, wszelkie eksperymenty społeczne.

Projekty komunistyczne wydawały się Popielowi szczególnie złowrogie, gdyż godziły w fundamenty ładu społecznego: rodzinę i prawo własności. Przyznawał zarazem, iż choć socjalizm jest chorobą, którą z energią należy zwalczać, to wyrasta na gruncie rzeczywistych potrzeb społecznych33, wobec których konserwatyści nie powinni pozostać obojętni. Upadek średniowiecznej organizacji społeczeństwa pozbawił jednostki ochrony, którą dawały im dawne instytucje cechowe. W to miejsce powstała - jak pisał - "konsekwencja fatalna - konkurencja". Robotnicy stanęli bezradni wobec potężnego kapitału, który nie liczył się z ich potrzebami. Na tym gruncie zrodziła się popularność idei komunistycznych. Odwoływały się one do słusznego poczucia krzywdy, czerpały z niego siły, mamiąc umysły niewytrawne wizją ogólnego dobrobytu i triumfu sprawiedliwości w stosunkach międzyludzkich. W rzeczywistości ich realizacja sprowadziłaby na ludzkość największe upodlenie moralne i uczyniła nędzę o wiele bardziej dotkliwą niż dotychczas. Przekształcanie stosunków społecznych było w przekonaniu Popiela nieodzowne, nie mogło się jednak dokonać wbrew zasadom chrześcijańskim, które są miarą rzeczywistego postępu ludzkości, możliwego i pożądanego, o ile "potrafi utrzymać się w granicach prawa moralnego, ustawodawczego i naturalnego". Popiel apelował, aby na rzecz owego postępu zaangażowali się konserwatyści. Konserwatyzm ma bowiem w jego przekonaniu rację bytu o tyle, "o ile zapuszcza korzenie w grunt moralny, kościelny i czerpie stamtąd zasób światła i ducha poświęcenia"34, nie może natomiast być motywowany troską o zachowanie własnego stanowiska i przywilejów.

Choć Popiel z nostalgią wspominał dawny, hierarchiczny porządek społeczny, to zdawał sobie sprawę, że jego przekształcenie było nieuniknione także w sferze polityki. Jej uczestnikiem mógł być, jego zdaniem, każdy, bez względu na pochodzenie i status majątkowy, o ile dysponuje wiedzą pozwalającą mu podejmować świadome decyzje i unikać wpływów demagogów. Odrzucał zatem postulat powszechnych wyborów, wskazując, że "co by to były za wybory, przez klasę zgoła politycznie niewyrobioną, a stojącą pod wpływem ludzi, którzy przez pochlebstwa wmawiają w nią, że dojrzała"35. Nie była to bynajmniej obrona wyłączności stanowiska klasy społecznej, z której Popiel się wywodził. Miał przecież wiele szacunku dla posłów włościańskich, z którymi zetknął się w sejmie galicyjskim, i doceniał ich rolę jako tych, którzy kierowali się w swych politycznych wyborach zdrowym rozsądkiem. Rozumiał jednak, iż dopuszczenie do głosu ogółu społeczeństwa, słabo wszak wykształconego i niedoświadczonego, obniżyłoby wydatnie poziom uprawianej polityki. Wzrosłaby rola przywódców politycznych, odwołujących się do niskich instynktów i emocji, przedkładających partykularne cele stronnictwa czy własne ponad dobro wspólnoty. Demokrację definiował jako "równość przed prawem, dostępność urzędów i stanowiska [...] nie podburzaną sztucznie, każdemu zapewniającą miejsce wedle jego siły i zasługi"36, założenie w ostatnim punkcie cokolwiek idealistyczne, jednak zrozumiałe, gdy zważy się, jaką wagę przywiązywał Popiel do jakości uprawianej polityki. U zarania epoki triumfu partii masowych jego przestrogi przed wszechwładztwem partykularyzmów i demagogii były głosem wołającego na puszczy. Rozumiał, że postępująca demokratyzacja stosunków społecznych i zmiana wyobrażeń dominujących w samym myśleniu o tym, czym jest człowiek i polityka, stawiały konserwatystów w trudnym położeniu, bo choć bronili słusznych zasad, to z coraz większym trudem przekonywali o swoich racjach. Zdawał sobie sprawę z pokusy zasklepienia się przez zachowawców w prostej negacji wszelkich zmian. Dostrzegał zarazem szczególną trudność, jakiej przysparzało pragnienie "konserwowania" ładu w warunkach polskich, gdzie od prawie dwustu lat w "ciągłej zawsze" trzeba było pozostawać "opozycji", gdzie "cóż było zachować, czego było bronić", skoro "wszystko narzucono, a do niczego nie było wolności i siły". Nie tracił jednak wiary, że w polityce polskiej wciąż jest miejsce na silne stronnictwo konserwatywne i przyświecające mu zasady, "a zatem wolność Kościoła i sumienia, uznanie i obrona prawa własności, poszanowanie władzy i hierarchii społecznej [...], przekonanie, że jak w życiu, tak w polityce nie ma zasady zgubniejszej nad tę, że cel uświęca środki"37.

5

Mimo że Popiel przedstawiał swe racje w znakomitych wywodach, nie potrafił zdobyć dla nich poparcia. Sam przyznawał, iż nie był typem przywódcy politycznego, który skupiałby wokół siebie stronnictwo ludzi oddanych i zapewniających mu możliwości realizacji postawionych celów. Zasiadał co prawda w krakowskiej Radzie Powiatowej (1877-1883), pełniąc funkcje jej prezesa, zaś w 1875 r. wybrano go na posła do Sejmu Krajowego, niemniej nie posiadał umiejętności politycznych, które zapewniłyby mu wiodące stanowisko w polityce galicyjskiej. W czasie sześcioletniego posłowania nieraz przyszło mu godzić się z faktem, że jego postulaty nie znajdują poparcia większości, miał zresztą świadomość, iż w wielu sprawach idzie na przekór opinii i nie liczył zbytnio na powodzenie38. Poczucie, że jego wiedza i doświadczenie nie są właściwie wykorzystywane, skłoniło go do złożenia mandatu w 1881 r. W sejmie zabierał głos w sprawach szkolnictwa, postulując zwiększenie wpływu duchowieństwa na edukację nauczycieli ludowych, występował przeciwko kredytom na melioracje rolne, potępiał próby wkraczania przez reprezentację kraju w dziedzinę polityki zagranicznej monarchii, szczególnie wtedy, gdy w 1877 r., w czasie wojny turecko-rosyjskiej, posłowie chcieli swe zdanie na tematy międzynarodowe wyrazić w adresie do cesarza39. Przede wszystkim jednak Popiel kierował uwagę na kwestie administracyjnego urządzenia prowincji. Pragnął wzmocnienia instytucji gminnych, które w dotychczasowym kształcie nie były w stanie podołać składanym na ich barki obowiązkom. W zespoleniu obszarów dworskich z gminami włościańskimi pokładał nadzieje na rozwiązanie licznych problemów administracyjnych i zapewnienie skuteczniejszej egzekucji prawa. Snując refleksję nad kształtem instytucji lokalnych, nie lekceważył zagadnień formalnoprawnych, przede wszystkim jednak swe rozważania podporządkowywał nurtującej go przynajmniej od czasów rabacji galicyjskiej idei doprowadzenia w narodzie polskim do równowagi sił społecznych, od której zależała jego przyszłość. "Społeczność nasza doprowadzona do ostatecznego rozbicia - pisał w 1865 r. - rozmaite warstwy społeczne, rozmaite szczepy naszego koronnego kraju, nie stoją w zgodzie i harmonii, ale w jakiejś dziwnej względem siebie niechęci". Dopiero przyznanie Galicji autonomii i osłabienie nurtu rewolucyjnego po klęsce powstania styczniowego stworzyło szansę przezwyciężania skutków wielowiekowego antagonizmu, zrodzonego w dobie I Rzeczypospolitej, gdy szlachta "nie tyle łączyła, ile raczej absorbowała wszystkie siły społeczne"40. Raz jeszcze Popiel podkreślał przywiązanie do tego, co w życiu narodu jest wspólne i wyznacza cele wykraczające poza racje partykularne. Pamięć o krwawych wypadkach 1846 r. była zapewne doniosłym impulsem, aby podejmować to zagadnienie, ale kierowały nim racje dużo poważniejsze niż strach przed kolejnymi rozruchami. Równowaga sił społecznych w obrębie narodu warunkowała jego trwanie i rozwój. Skoro słabła pozycja szlachty, która utraciła przywilej "prawodawstwa z urodzenia", trzeba było zapełnić powstałą wskutek tego lukę, ratować to, co pozostało jeszcze ze starego organizmu społecznego. W przeciwnym razie społeczeństwo polskie, trawione przez wewnętrzne konflikty, targane rewolucyjnymi wstrząsami i wystawione na wrogie działania Prusaków i Rosjan, zmierzałoby ku kolejnym klęskom. W takich warunkach trudno byłoby więc liczyć na szacunek dla prawa i władzy, zachwiane zostałyby zatem tak drogie sercu Popiela same fundamenty bytu wspólnoty. Zdawał sobie sprawę z wyjątkowego znaczenia Galicji po 1864 r. jako jedynego obszaru ziem polskich, na którym możliwe było w miarę swobodne rozwijanie żywiołów narodowych i pielęgnowanie elementów życia polskiego decydujących o jego trwaniu: języka i świadomości historycznej. Tym większą wagę przykładał do tego, aby w Galicji warstwy społeczne przychodziły do równowagi i harmonijnie się rozwijały, mając na względzie, że ponad racjami narodowymi istnieje jeszcze jedna - nadrzędna: miłość bliźniego. Bo też, jak sam Popiel podkreślał, w hierarchii tego, co w życiu ludzkości ważne, na samym szczycie znajdowała się troska o zbawienie, a nie dbałość o sprawy doczesne. Wiarę w Boga i wierność Kościołowi katolickiemu przedkładał Popiel ponad zagadnienia bytu narodowego. Nie oddzielał tych sfer, przeciwnie, do działania motywowała go "chęć dopomożenia sprawie narodowej przez Kościół, a wzmocnienia tym samym sprawy Kościoła w narodzie"41, niemniej prymat spraw wiary był oczywistą konsekwencją postawy katolickiej. Dopiero z tej perspektywy możemy właściwie ocenić stosunek Popiela do kwestii niepodległości Polski i powstań, które hasło jej odzyskania umieściły na swych sztandarach. Nie mógł być bowiem obojętny na to, jakie siły dążyły do odbudowy państwa polskiego, jaki kształt chciały mu w przyszłości nadać, czy przy ich przewadze nie zagrożona zostanie pozycja Kościoła w życiu narodu. Idei niepodległości się nie wyrzekał. Stawiał ją w artykule wstępnym do pierwszego numeru "Czasu", przywoływał w ostatnich latach życia, gdyż - jak podkreślał - "naród ujarzmiony ma zawsze prawo powstać"42. Nie absolutyzował jednak owej idei, zdawał sobie bowiem sprawę, że każde działanie polityczne wywołuje określone skutki i od rozsądku ludzi kierujących polityką narodu zależy w znacznej mierze, czy będą one dla niego pozytywne, czy negatywne, o czym nie przesądza przecież idea motywująca do działania, lecz warunki, w których się je podejmuje i środki, którymi się dysponuje. Miarą oceny czynu politycznego nie może być wyłącznie jego skuteczność, lecz także jego wymiar etyczny. Popiel starał się więc wyważyć te trudne do pogodzenia racje: trzeźwość sądu w polityce i jej zgodność z zasadami moralnymi i uczuciami patriotycznymi. Od roztropności w ich równoważeniu zależy przyszłość narodu, zwodnicza jest bowiem alternatywa: "realizm" czy "idealizm", poświęcenie tego, co wzniosłe i moralnie nieskazitelne, na rzecz tego, co efektywne, czy też oddanie się górnolotnym ideom i zlekceważenie negatywnych skutków, jakie może przynieść dążenie do ich ziszczenia.

Rozumiało to wielu XIX-wiecznych polskich zachowawców. Ich stanowisko zwykło się określać mianem "polityki rozumu", w opozycji do "polityki serca", którą mieli kierować się ich ideowi przeciwnicy z lewicy i centrum. W gruncie rzeczy jednak refleksja wielu z nich - wśród nich Pawła Popiela - zasługuje na miano polityki serca miarkowanej wszakże przez rozum. Otwartą sprawą pozostaje ocena, na ile ich polityczne wybory okazały się słuszne, czy ich myśl polityczna uwzględniała wszelkie konsekwencje przyjętych założeń, nie można im jednak odmówić odwagi w podjęciu próby pogodzenia dwóch wizji uprawiania polityki - "idealistycznej" i "realistycznej", co ściągnęło na nich niełaskę wyznawców obu nurtów.

6

Współczesnego czytelnika razić może atencja, z jaką Popiel odnosił się do cesarza Franciszka Józefa, było, nie było władcy państwa zaborczego. O tym, że nie pozostawała ona bez echa także za jego życia, świadczy przywoływany konflikt w redakcji "Czasu". Stosunek Popiela do cesarza i jego polityki daleki był wszakże od apologii - dał temu wyraz choćby w 1852 r., gdy w anonimowym liście otwartym do cesarza protestował przeciwko uwięzieniu bez sądu Adama Potockiego. Po powstaniu styczniowym w polityce galicyjskiej triumfował program ugody z rządem austriackim i argumenty Popiela za współpracą z monarchą w imię interesu polskiego trafiały już na podatny grunt. Symbolicznym tego zwieńczeniem było wystąpienie Popiela, gdy na czele szlachty witał Franciszka Józefa w Krakowie w 1880 r. O znaczeniu, jakie ten myśliciel przypisywał "czynnikowi władzy", wspominaliśmy już powyżej. Warto także wziąć pod rozwagę, iż troszczący się o interes dynastii i w związku z tym myślący - przynajmniej w założeniu - kategoriami dobra całej monarchii cesarz mógł się wydawać polskiemu zachowawcy najlepszym zabezpieczeniem przed triumfem w polityce austriackiej racji partykularnych, które zagrażały autonomicznym instytucjom Galicji. Trudno posądzać Popiela o naiwną wiarę w to, że Franciszek Józef lekceważył opinię wpływowych niemieckojęzycznych kół politycznych w Wiedniu, mógł wszakże sądzić - i zapewne miał w tym wiele racji - iż lepszą dla Polaków alternatywą była przewaga myślenia dynastycznego nad dążeniami stronnictw nie liczących się z interesami polskimi, a często interesom polskim jawnie wrogich. Właściwą formą ustrojową dla monarchii habsburskiej była w jego przekonaniu federacja, uwzględniająca tradycje każdego kraju koronnego, zatem nie zlewająca ich mechanicznie w jedną całość, znajdująca spójnię i rację bytu we wspólnym interesie zabezpieczenia się przed zewnętrznymi niebezpieczeństwami i zapewnienia wewnętrznego porządku, uosabiana przez osobę monarchy. Austria - monarchia federalna - miała zapewnić warunki rozwoju współtworzącym ją narodom, bez dominacji żadnego spośród nich. Jawiła się ona Popielowi jako gwarantka polskiego bytu narodowego, zagrożonego przez zaborczość nie tylko polityczną, lecz także kulturalną Prus i Rosji. Jako państwo katolickie mogła być jedną z ostatnich ostoi papiestwa w Europie. Postulowane przez Popiela przekształcenie ustroju cesarstwa w duchu federacyjnym największe szanse powodzenia zyskało z chwilą objęcia teki premiera przez hrabiego Richarda Belcrediego, który program federacyjny uczynił głównym hasłem swego gabinetu. Popiel aktywnie wspierał je swym piórem, kładąc nacisk na polityczne skutki zaniechania lub wprowadzenia w życie tej idei, nie proponując szczegółowych rozwiązań prawnych czy administracyjnych43. Rozumiał bowiem, że gra nie toczy się o ten lub ów zapis prawny, lecz o wybór między dążeniem do unifikacji, negującym znaczenie doświadczenia historycznego poszczególnych narodów, a pragnieniem pielęgnowania organizmu, dla którego tradycja narodowa miała być fundamentem przyszłego bytu. Spotkał go zawód - idea federacji została poświęcona na ołtarzu zaspokojenia aspiracji Węgrów, cesarstwo przekształcono w związek dualistyczny - Austro-Węgry. Jednak nawet w takim kształcie monarchia Franciszka Józefa spełniała w opinii Popiela pierwszorzędną rolę w Europie, a jej znaczenie dla żywiołu polskiego trudno było przecenić, skoro alternatywą były germanizujące Prusy Bismarcka i wzmagająca panslawistyczną propagandę, od powstania styczniowego nie ustająca w rusyfikacyjnych wysiłkach Rosja, skoro nadzieja na rychłe odzyskanie niepodległości mogła być udziałem jedynie niepoprawnych marzycieli, ludzi za nic mających sytuację polityczną na Starym Kontynencie i usposobienie społeczeństw, a tym bardziej rządów europejskich, dla których polskie aspiracje nic nie znaczyły.

* * *

Popiel do końca życia pozostawał aktywny. Na stulecie uchwalenia Konstytucji Trzeciego Maja opracował studium poświęcone jej genezie. Choć, jego zdaniem, wychodziła ona "z jednego głównego błędu, orzekając, że wszelka władza w społeczności ludzkiej bierze początek z woli narodu", i choć nie wierzył w trwałość konstytucji nie opartych na istniejących stosunkach, lecz dopiero próbujących je wykształcić w myśl swoich zapisów, dzieło Sejmu Czteroletniego oceniał wysoko, jako chwalebną próbę uratowania godności i niezależnego bytu narodu polskiego44. Wciąż zajmowały go bieżące sprawy krajowe - pod wpływem artykułów zamieszczonych na łamach "Nowej Reformy", krytycznych wobec Stanisława Tarnowskiego, raz jeszcze wystąpił przeciwko radykałom, przypominając główne zasady swej myśli politycznej i stanowisko wobec kluczowych w życiu narodu wydarzeń XIX wieku. Krakowskie środowisko polityczne i naukowe nie szczędziło mu w tym czasie wyrazów uznania (w 1890 r. przyznano mu honorowe obywatelstwo miasta, w którym zamieszkał na stałe w 1873 r.), ale i zawodów, gdy w 1891 r. Stanisław Smolka uniemożliwił powołanie go na członka zwyczajnego Akademii Umiejętności, uznając jego kandydaturę za zbyt "polityczną". Przeżywał rodzinne tragedie: w 1890 r. stracił syna Marcina, zaś w 1891 żonę. Zmarł po długiej chorobie 6 marca 1892 r. w Krakowie i został pochowany przy kościele w rodzinnej Ruszczy.

W 1893 r. nakładem rodziny ukazał się dwutomowy wybór najważniejszych pism Pawła Popiela, zaś w 1927 r. wydano jego Pamiętniki, pamięć o nim poczęła jednak z wolna zamierać. W okresie powojennym przywoływali go co prawda autorzy każdej poważnej pracy poświęconej XIX-wiecznemu polskiemu konserwatyzmowi45, niemniej obecnie jest on postacią znaną jedynie wąskiemu gronu badaczy i znawców polskiej myśli politycznej. Milczą o nim szkolne podręczniki historii, a i współcześni publicyści nie powołują się na niego, już to z powodu nieznajomości jego pism, już to uznając, że są one jedynie zabytkiem przeszłości. Autor niniejszego wyboru ma nadzieję, że tom ten wydobędzie dorobek Popiela z cienia zapomnienia, nadzieję tym większą, że jego pisma nie tylko stanowią jedno ze szczytowych osiągnięć polskiej refleksji politycznej XIX wieku, lecz także zawierają przemyślenia wciąż mogące inspirować nas w rozważaniach nad celami i charakterem polityki polskiej oraz samymi fundamentami ładu społecznego. O tym, że nie należy lekceważyć przenikliwości naszych przodków, dobitnie przekonuje szereg trafnych a wypowiadanych z myślą o przyszłości przestróg Popiela. Wskazywane przez niego "choroby wieku" XIX - komunizm, dążenie ku wszechwładztwu państwa i niczym nie krępowany indywidualizm wiodący do zanegowania wszelkich tradycyjnych więzi społecznych - okazały się bowiem epidemiami dwudziestego stulecia.

Redaktor tomu dziękuje Panu doktorowi Bogdanowi Szlachcie z Zakładu Historii Myśli Politycznej Uniwersytetu Jagiellońskiego za obudzenie zainteresowania osobą Pawła Popiela oraz życzliwe i cierpliwe traktowanie licznych próśb o konsultację podczas przygotowywania niniejszego wyboru.

Jacek Kloczkowski

Przypisy

1 Informacji o życiu Pawła Popiela dostarczyły mi przede wszystkim jego Pamiętniki (opublikowane w Krakowie w 1927 r.), poświęcone mu hasło w Polskim słowniku biograficznym autorstwa S. Kieniewicza, broszury L. Dębickiego Paweł Chościak Popiel (Kraków 1892) oraz M. Sokołowskiego i W. Łuszczkiewicza Paweł Popiel (Kraków 1893), a także historia rodziny Popielów, napisana przez wnuka pisarza, Pawła Popiela, pt. Rodzina Popielów herbu Sulima z przydomkiem Chościak (Kraków 1936).

2 P. Popiel, Pamiętniki, s. 16

3 P. Popiel, Stanisław Rzewuski na podstawie jego zapisków i własnych wspomnień, [w:] idem, Pisma, Kraków 1893, t. 2, s. 384. Popiel wspominał, że gdy "wyrażał obawę barbarzyństwa powstałego z zewnątrz, przywodząc jako przykład stary Rzym", Rzewuski odpowiadał, że "społeczeństwa pogańskie, choć kulturalnie wykształcone, mogły ulegać barbarzyństwu zewnętrznemu albo wewnętrznemu, nigdy zaś społeczeństwo chrześcijańskie, które ma w sobie żywotną siłę odradzającą stosunki społeczne. [...] Innym razem znowu, upatrując w walce o stanowiska społeczne przyczynę wewnętrznego niepokoju", postawił jeden z młodych rozmówców pytanie, "czy kastowe indyjskie lub egipskie instytucje nie były rękojmią większego pokoju? Tu oczywiście stanęła przeciwko temu twierdzeniu zasada chrześcijańska, która otwiera każdemu zarówno przez Chrystusa odkupionemu i oświeconemu udział we wpływie i korzyściach życia, byle siły odpowiednie służyły" (s. 384-385).

4 P. Popiel, Zygmunt Antoni Helcel, [w:] Pisma, t. 2, s. 174.

5 P. Popiel, Pamiętniki, s. 50

6 Ibidem, s. 62

7 P. Popiel, Zygmunt Antoni Helcel, [w:] Pisma, t. 2, s. 168

8 P. Popiel, Pamiętniki, s. 86

9 Treść listów Tichaczewa Popiel kwitował słowami: "Gorszące jest to nadużycie logiki i prawdy. Że nieszczęścia jakiegoś narodu mogą być karą za jego winy, to prawda niezaprzeczona. Ale wyprowadzać z niej wniosek, że zbrodnia na tym narodzie spełniona, jest uprawnioną i słuszną, że sprawca zbrodni jest prawnym wykonawcą wyroków Opatrzności, to już więcej niż paradoks i krętactwo - to bluźnierstwo!" (cyt. za: S. Tarnowski, Paweł Popiel jako pisarz, Kraków 1894, s. 44).

10 O "gronie krakowskim" pisze M. Król (Konserwatyści a niepodległość. Studia nad polską myślą konserwatywną XIX wieku, Warszawa 1985).

11 P. Popiel, Pamiętniki, s. 89.

12 Popiel wielokrotnie wskazywał na zagrożenia, jakie niosła ze sobą działalność sił dążących do triumfu w stosunkach społecznych i politycznych zasad rewolucyjnych. Czynił to np. w Exposé, przeznaczonym dla delegatów mocarstw na kongres berliński (1878), w którym proponował współdziałanie władz państw zaborczych z konserwatystami polskimi w walce z rewolucjonistami, a także w anonimowej broszurze Considérations sur l'état de l'Eglise en Pologne á l'occasion de l'attentat du 13 mars (1881), gdzie głosił, że odpowiedzialność za zamordowanie cara Aleksandra II ponoszą te same siły, które na ziemiach polskich prześladują szlachtę i Kościół.

13 P. Popiel, Pamiętniki, s. 117

14 W broszurze Kilka słów z powodu odezwy ks. Adama Sapiehy Popiel tak określał pozycję i zachowanie szlachty w XIX-wiecznej Polsce: "Od samej chwili rozbiorów, państwa zaborcze głównie przeciwko niej wymierzyły działanie, z ich stanowiska polityczne. Szlachta była właściwie panią kraju: była ona jakby panująca rodzina, którą zaborcy zniszczyć musieli, aby spokojnie wejść w jej prawa. Ona też sama ucierpiała: los włościan, los miast nawet nie pogorszył się przez rozbiór, szlachta zaś nie tylko traciła majątki przez sekwestry i konfiskaty, była stopniowo ograniczana w swych prawach i przywilejach, ale nawet od roku szczególniej 30. tak systematycznie ścigana pod trzema rządami, że można powiedzieć, iż co rewolucja zrobiła z szlachtą francuską, to spełniły na polskiej trzy zaborcze rządy. Ale nie dość, że z góry na nią uderzano, ścigała ją z dołu niechęć, zawiść, niemal pogarda. Jak zwykle, kiedy instytucja chyli się ku upadkowi, odmawiano jej przywilejów, a żądano obowiązków, zarzucano duch arystokratyczny, w istocie zupełnie jej obcy. [...] Szlachectwo nie jest jakimś ideałem, szlachectwo jest przywilejem prawodawstwa z rodu; kiedy ten przywilej klasa utraciła, przestaje być szlachtą. Tak było u nas, dawno przestaliśmy być szlachtą; w stosunkach towarzyskich, rodzinnych, utrzymuje się przez kilka pokoleń tradycja szlachecka, choć politycznie istnieć przestała, ale prawnej i społecznej nie ma już podstawy. Tego nie rozumieli szlachcice zawistni, tego nie rozumiała nawet znaczna część większych właścicieli, którzy bojąc się, aby przez swe stanowisko nie zaszkodzili przyszłości ojczyzny, sami powołani majątkiem, oświeceniem, tradycją, do przodowania na zdrowej drodze opinii krajowej, przechodzili do obozu i pod karność partii rewolucyjnej, sprzysiężonej na ich zgubę" (Pisma, t. 1, s. 25-26).

15 Stanowisko w kwestii relacji Stolicy Apostolskiej do władzy świeckiej najpełniej wyraził Popiel w przytaczanym w niniejszym tomie tekście broszury 12 grudnia. O jego związkach z polskim ultramontanizmem pisze B. Szlachta w książce Ład - Kościół - naród (Kraków 1996).

16 L. Dębicki, Portrety i sylwetki z dziewiętnastego stulecia, seria I, Kraków 1905, s. 104.

17 P. Popiel, Ludwik Veuillot, [w:] Pisma, t. 2, s. 444-445.

18 P. Popiel, List do księcia Jerzego Lubomirskiego, [w:] Pisma, t. 1, s. 70.

19 Ibidem, s. 73.

20 Jego artykuł ukazał się w dzienniku "Hasło" 9 listopada 1865 r. Popiel odpowiedział broszurą pt. Kilka słów Pawła Popiela z powodu artykułu p. Józefa Szujskiego w felietonie dziennika "Hasło" z dnia 9 listopada zamieszczonego, datowaną 10 lutego 1866 r. Polemikę zakończył prywatny list Szujskiego.

21 Myśl polityczną "stańczyków" przedstawia m.in. M. Jaskólski w książce Kaduceus polski. Myśl polityczna konserwatystów krakowskich 1866-1934 (Warszawa-Kraków 1990).

22 S. Koźmian, O działaniach i dziełach Bismarcka, Kraków 1903. Fragmenty tej rozprawy zawarte zostały w opublikowanym w serii "Biblioteka Klasyki Polskiej Myśli Politycznej" wyborze pism Koźmiana pt. Bezkarność (red. B. Szlachta, Kraków 2001).

23 S. Tarnowski, Paweł Popiel jako pisarz, Kraków 1894, s. 2.

24 Charakterystyczne w tym względzie są słowa S. Koźmiana: "Mąż to światły, znany nie tylko tutaj, wnuk po kądzieli ministra Marcina Badeniego, wychowany zatem w najlepszych tradycjach życia publicznego, kształcił się on we Francji, gdzie go ścisła łączyła przyjaźń ze znakomitościami ówczesnymi stronnictwa katolickiego, Lammenais, Montalembert, Veuillot itd. W kraju należał on do najcelniejszych ludzi, zawsze umysłowo czynny, niejedną zdrową myśl rzucił w nasze społeczeństwo; przyjaciel najznakomitszych ludzi swoich czasów: Adama Potockiego, Jerzego Lubomirskiego, Helcla, Wielogłowskiego, Leona Rzewuskiego, Maurycego Manna itd., uchodził nieraz za ich Egerię; założyciel przed dwudziestu laty jedynego poważnego dziennika tutejszego; sam pisarz wyborny, zaprawiony na starożytnych a przypominający naszych klasyków, p. Paweł Popiel jest jednym z najsympatyczniejszych typów, stojących jeszcze na granicy przeszłości i teraźniejszości, a pełen niezwykłej oryginalności; ma on woń starego węgorza, takiego, którego już za pieniądze dostać nie można, lecz który odziedzicza się. Silnych, a raczej wyraziście naszkicowanych przekonań, wygłasza on je nieco ostro, a nawet ostrokątnie; przy głębokiej nauce i talencie p. Popiel grzeszył często niezręcznością polityczną, nieraz sprawie, której chciał służyć, szkodził; miał dar niewczesnego odzywania się; był czas, w którym dość było powiedzieć, że pomysł wyszedł od Popiela, aby go zdepopularyzować. Długo marzył on bezowocnie o utworzeniu u nas stronnictwa takiego, do jakiego należeli we Francji jego przyjaciele, i stał zwykle odosobniony; obecnie połączył się on stanowczo ze stańczykami, od których dawniej nieco stronił. O nim to ktoś powiedział, Ťże przerzuca zawsze wielkie idee na małe terytoriumť. Z tym wszystkim, ludzi tego kroju, tak obeznanych ze sprawami publicznymi i tak zacnie miłujących rzecz publiczną, mało już!" (Listy o Galicji do "Gazety Polskiej" 1875-1876, Kraków 1877, s. 133-134). S. Tarnowski, który o pismach Popiela zwykł się wyrażać niezwykle pochlebnie, a ich autora traktował z olbrzymim szacunkiem, nie mógł mu darować, iż we wspomnieniu o Józefie Szujskim wiele słów krytycznych wygłosił pod adresem "stańczyków". Zabolały go zwłaszcza słowa, iż "Szujskiego nie należy solidaryzować ze "stańczykami". Był "stańczykiem", ale był czymś więcej; nie ograniczał się na działaniu negatywnym" (S. Tarnowski, op. cit., s. 94).

25 P. Popiel, Pamiętniki, s. 50.

26 P. Popiel, 12 grudnia, [w:] Pisma, t. 1, s. 9.

27 Ibidem, s. 9-10.

28 P. Popiel, Zygmunt Antoni Helcel, [w:] Pisma, t. 2, s. 174.

29 P. Popiel, Do Stanisława Koźmiana, [w:], Pisma, t. I, s. 132.

30 P. Popiel, Ludwik Veuillot, [w:] Pisma, t. 2, s. 451.

31 Charakterystyczne są uwagi Popiela na temat państwowego systemu wychowania: "Utarła się i słusznie opinia, że lud nasz potrzebuje oświaty, ale nie każdemu jasno, ani jaką ta oświata być powinna, ani czy społeczeństwo ma prawo takową gwałtem narzucać. W obecnym pojmowaniu, oświata, nauka, jest obowiązkiem; we właściwym, prawdziwym znaczeniu jest prawem. Tłumaczę: wedle państwowej teorii człowiek powinien posiadać, a więc i pobierać taki a taki zasób naukowy; wedle zdrowych, z wolnością i godnością człowieka zgodnych zasad, ma prawo do pewnego stopnia nauki. W pierwszym przypadku społeczeństwo wymaga od pojedynka, w drugim pojedynek od społeczeństwa" (O szkole w sprawie wniosku Liechtensteina, [w:] Pisma, t. 1, s. 335). "Jakim prawem - zapytywał Popiel wskazując na dalekosiężne skutki zastosowania przymusu szkolnego - odbierając rodzicom władzę, zaprawdę w tym przypadku z łaski boskiej, wychowywania własnych dzieci, [państwo] skazuje je nie tylko na długoletnie opuszczanie rodzinnej posługi, ale na możebną, często prawdopodobną utratę tych zwyczajów rodzimych a zasad moralnych, które nie tylko stokroć od nauki ważniejsze, ale równie potrzebne dla rodziny, jak dla społeczeństwa" (ibidem, s. 340-341).

32 Oto jak Popiel opisuje właściwą działalność prawodawczą: "W miarę, jak się kształcą [stosunki społeczne] i przychodzą do politycznego ustroju, wiąże się z nimi tradycja, a prawodawca opisuje je w przywileju, kartach, umowach i tak wyrabia się istotna, żywotna konstytucja narodu i prawo publiczne, będące owocem często walk długich, dopóki siły społeczne, przychodząc do równowagi, nie zapewniają porządku i wolności" (Uwagi o "Sejmie Czteroletnim" ks. W. Kalinki, [w:] Pisma, t. 2, s. 39).

33 "W obecnej przechodowej chwili, kiedy nie tylko wolność osobista, ale swoboda posiadania ziemi zdobyta, kiedy wszystkie siły ludzkości do biegu w szrankach wyzwane, powstaje naraz upiór socjalizmu. Czy dlatego groźny, że wolność wszystkich udziałem, a własność każdemu dostępna, co zdaje się powinno by zadowolić i uspokoić? Nie. Dlatego, że wpadła w ręce bez sumienia i miłości. Wolność i własność pod tym tylko warunkiem zbawienne, kiedy ludzkość ich używa pod boskim miłości prawem. Rozdziela się odpowiedzialność: spada na tych, co zuchwale i bezrozumnie, z pogwałceniem natury człowieka, a ruiną wiekowych cywilizacji nabytków, chcą do stanu pierwiastkowo wymienionej natury społeczeństwo cofnąć; i na tych, co własności bez względu na prawo moralne używają. Opatrzność obdarzając ludzi różnymi zdolnościami, a tym samym stanowiąc jako prawo natury nierówność majątków, nakazała bogatym nie tylko jałmużnę, ale to oderwanie od dóbr doczesnych, które ułatwia poświęcenie. Bogaty pod tym warunkiem tylko sumiennie posiadać i używać może, a warunek ten spełniony przywraca równowagę w ekonomii ludzkości. Czy to samo ma już wystarczyć? Niezmierne w stosunkach ekonomicznych i przemysłowych odmiany, wywołane to przez nowe wynalazki, to przez rozbicie w imię wolności dawnego ustroju klasy robotniczej, wywołało znowu siły produkcyjne olbrzymie, posługujące się kapitałem osobistym albo zbiorowym, które bezwzględnie wyzyskują człowieka jak machinę. Potępia takie wyzyskiwanie nauka chrześcijańska, przepowiedziała przed pół wiekiem jego skutki. Na próżno: pycha wieku nadymała się tym postępem, dopóki w groźnej nie wystąpił postaci, a dziś żąda sztucznego zażegnania trudności, którą tylko prawo moralne naturalnie rozwiązać może, nie jakimś nowym wymysłem, ale zastosowaniem odwiecznej zasady: Ťnie żądaj cudzego dobrať - z jednej, Ťkochaj bliźniego jak siebie samegoť - z drugiej strony". Jest to fragment recenzji anonimowej broszury O socjalizmie wobec potrzeby naprawy społecznej, ogłoszonej przez Popiela w "Przeglądzie Polskim" (1881-82, s. 320-321) i zakończonej wyliczeniem: "1. Że każda teoria, która sztucznym ustrojem społeczeństwa chce zaradzić jego niedostatkom, jest grubym błędem; 2. Że przeprowadzanie takiej teorii na drodze spisku jest występkiem; 3. Że działanie poświęcone na drodze prywatnej, a prawodawcze na publicznej, w celu złagodzenia różnicy stanowisk społecznych, jest obowiązkiem; 4. Że dla otrzymania błogich działania tego skutków, nieubłagane przestrzeganie i przeprowadzenie idei prawnej jest koniecznie potrzebne; 5. Że jednak, jeżeli zdrowe społeczeństwo samo od tej zarazy bronić się nie będzie, to żadne państwowe, ani policyjne środki na to nie wystarczą" (s. 321).

34 P. Popiel, Choroba wieku, Kraków 1880, s. 17-16.

35 P. Popiel, Słowo w długoletniej rozprawie, [w:] Pisma, t 1, s. 255.

36 Ibidem.

37 P. Popiel, Do Stanisława Koźmiana, [w:] Pisma, t. 1, s. 134.

38 O swych działaniach na forum parlamentu Popiel informował w broszurach opatrzonych później wspólnym tytułem Do moich wyborców, mimo że na wstępie pierwszej z nich zaznaczał: "Aby poseł wyborcom swoim miał zdawać koniecznie sprawę, nie uważam za rzecz właściwą. Poseł raz wybrany odpowiada krajowi i własnemu sumieniu, inna teoria poprowadziłaby wprost do sejmików relacyjnych itd. [...] Ale każda zasada musi mieć wyjątki; jeżeli ja czuję potrzebę zdać sprawę moim wyborcom, to dlatego, aby niejako usprawiedliwić ich samych za wybór, który zrobili i dlatego także, aby przy kończącej się kadencji, a w przeddzień nowych wyborów, nie tylko mieli świadomość tego, co zrobiłem i zrobić zamierzałem, ale nadto aby mieli dokładny obraz składu i działania sejmu, dokładny obraz stanu i potrzeb kraju" (Pisma, t. 1, s. 150).

39 "Stawiać sprawę polską na porządku dziennym europejskim przez organ sejmu polskiego będącego sejmem kraju koronnego austriackiego, zwłaszcza w tej <%2>chwili, byłoby błędem największym, jakie ciało polityczne popełnić może - wskazywał Popiel w broszurze datowanej 20 października 1877 r. - Sejmy krajowe nie robią polityki zagranicznej. Gdyby 17 sejmów krajowych swoją politykę, często wręcz sprzeczną, chciało wskazywać monarsze, pytam, jaką by mu przyszło drogę obierać? Taka wskazówka ani prawem publicznym nie jest dozwoloną, ani usprawiedliwioną rozsądkiem. Przyznaję jednak, że są takie chwile, w których z prawem ściśle się rachować nie można. Są chwile tak gorące, wypadki tak nagłe, że necessitas frangit leges, a z serca narodu wyrwać się może i powinien głos nieusprawiedliwiony w literze, a wybaczony w sumieniu. Czy zachodził ten wypadek? Czy w tej komplikacji tak trudnej, w jakiej się znajduje obecnie monarchia, taki głos miał jej być pomocnym, czy nie cieszyłby wewnętrznych i zewnętrznych nieprzyjaciół naszych? Pytał wprawdzie wymowny poseł na kole: ŤCzy taka presja nie byłaby rządowi pożądana? Kto wie, ja nie wiem, bo żadna władza co do tego mnie nie objaśniłať. Tego może nie widzieć publicysta na swoją rękę: to powinien wiedzieć poseł. [...] Po to się jest posłem, aby wiedzieć co jest politycznym albo nie. Więc nie wiedział i ci, co go popierali, nie wiedzieli także, że takie postawienie kwestii polskiej żadnego praktycznego skutku mieć nie może, że rząd w obecnym położeniu innymi względami kierować się musi, że taki adres zamiast państwa stanowisko wzmocnić, o co chodziło, to je tylko osłabi, bo obok rozstroju wewnętrznego reklamacje zagraniczne wywoła: że to będzie na rękę pruskiemu i rosyjskiemu rządowi, bo ich popchnie do stawiania żądań co do ograniczenia swobód udzielonych Polakom w rakuskim państwie" (Do moich wyborców, [w:] Pisma, t. 1, s. 168-169).

40 P. Popiel, List do księcia Jerzego Lubomirskiego, [w:] Pisma, t. 1, s. 68.

41 P. Popiel, Pamiętniki, s. 155.

42 P. Popiel, Słowo w długoletniej rozprawie, [w:] Pisma, t 1, s. 260.

43 Swoje stanowisko Popiel wyraził w cyklu artykułów, datowanych odpowiednio 24 lutego 1866, 18 stycznia 1867 i 2 marca 1867 r., a następnie zebranych i opublikowanych w Pismach pod wspólnym tytułem Austria - monarchia federalna, z uzupełnieniem w postaci broszury z 28 września 1873 r. i przytoczonego w niniejszym tomie Listu do Stanisława Koźmiana.

44 "Czyż to więc był zamach stanu czy rewolucja? - stawiał Popiel pytanie o naturę przeprowadzenia konstytucji. - Zamachu stanu nie było, rewolucją można nazwać przeprowadzenie ustawy, ale była [to] rewolucja z góry, wzmacniająca władzę, porządkująca prawodawcze i sądowe organa, podnosząca obywatelstwo miejskie, rozszerzająca przywileje szlachectwa, łatwością, aby je uzyskać. Jeżeli jej można i słusznie zrobić zarzut to, że nie była więcej rewolucyjną, przypuszczając włościan do praw obywatelskich. Ale jeżeli dzieło tych ludzi, obojętne, czy doskonałe albo nie, całej prawdy politycznej nie wprowadziło w życie, to każdy człowiek prawdziwie polityczny dobrze rozumie, że interesy osobiste, przesądy wiekowe, nie dadzą się naraz zwyciężyć, że prawodawca wychodzący z ideału pracuje na próżno, jak tego były dowodem liczne konstytucje, przez które Francja od lat stu przechodzi" (Powstanie i upadek Konstytucji 3 Maja,[w:] Pisma, t. 2, s. 388).

45 Warto w tym miejscu wspomnieć m.in. opracowania: M. Jaskólskiego Kaduceus polski. Myśl polityczna konserwatystów krakowskich 1866-1934 (Warszawa-Kraków 1990), M. Króla Konserwatyści a niepodległość. Studia nad polską myślą konserwatywną XIX wieku (Warszawa 1985), R. Ludwikowskiego Główne nurty polskiej myśli politycznej 1815-1890 (Warszawa 1982) oraz B. Szlachty Z dziejów polskiego konserwatyzmu (Kraków 2000) i Polscy konserwatyści wobec ustroju politycznego do 1939 r. (Kraków 2000). O Popielu pisał także J. Forst-Battaglia w tekście Paweł Popiel (1807-1892), opublikowanym w pracy Twórcy polskiej myśli politycznej (Wrocław 1978).

 

 


Projekt zrealizowany przy udziale finansowym Miasta Krakowa


OMP poleca